Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 listopada 2016

Szybka konfitura z dyni



Leżała sobie dynia w lodówce więc postanowiłam coś z niej zrobić. Padło na szybką konfiturę, w tej ilości w jakiej ją zrobiłam, starczy na niedługo, zaledwie trzy małe słoiczki, ale zawsze możecie zwiększyć proporcje i przygotować więcej. Wtedy jednak pamiętajcie żeby słoiki zapasteryzować przed odstawieniem ich na zimę ;-) A taka złota konfiturka idealnie sprawdza się jako dodatek do sera białego, owsianki czy omletów :-)


SKŁADNIKI

2 szklanki dyni startej na drobnej tarce

1/2 szklanki wody

6 łyżek cukru

cynamon

aromat pomarańczowy




Wodę zagotowujemy z cukrem, a następnie dodajemy do syropu startą dynię (najlepiej zetrzyjcie ją na takiej tarce jakby drobna jarzynowa) i gotujemy na małym palniku do czasu aż dynia stanie się lekko przezroczysta. Wyłączamy gaz i odstawiamy garnek żeby konfitura wystygła. Po tym czasie ponownie dynię rozgrzewamy, dodajemy do niej cynamon i aromat, a następnie gorącą napełniamy słoiczki i zakręcamy. Odstawiamy do wystygnięcia.
Jeśli chcecie konfiturę przechować na dłużej, to po wystygnięciu pasteryzujcie słoiki przez 15 - 20 minut (w zależności od wielkości słoiczków).





niedziela, 11 września 2016

Zioła ogrodowe na zimę



Odkąd sięgnę pamięcią, to moja babcia zawsze mroziła zioła ogrodowe na zimę. Albo zalewała je wodą w foremkach do kostek lodu, albo pakowała do litrowych pojemników po lodach i tak zamrażała. 




Ja zdecydowanie wolę zamrażanie bez wody, w torebkach foliowych. Szczególnie dobrze sprawdzają się do tego celu woreczki z suwakiem Gosia - sprytne patenty. Wystarczy włożyć, zamknąć i zamrozić, a potem łatwo wyjąć tyle ile potrzeba i znów można spokojnie zamknąć :-) 




Czego więcej prócz woreczków potrzebujemy? Ziół... Pietruszka, koperek, nać selera, por... wszystko możecie zamrozić w ten sposób, by potem w zimie cieszyć się pięknym aromatem ziół prosto z ogródka, a nie sztucznie pędzonych z marketu... Natki myjemy, osuszamy, usuwamy wszelkie zanieczyszczenia, a potem możecie je posiekać (tak jak to widać na zdjęciach), albo zamrozić całe gałązki. 




Ja zawsze robię sobie dwie wersje, bo nie wiadomo do czego się przydadzą ;-) To do dzieła...



Śliwki z cynamonem



Zarzekałam się, że w tym roku nie robię przetworów, bo jeszcze z zeszłego stoją w piwnicy nie zjedzone, ale siła wyższa... trochę jednak zrobić muszę, bo nie byłabym sobą ;-) No więc padło na śliwki, bo lubię je w każdej wersji :-) Trochę zamroziłam - będą w zimie do knedli albo do ciasta, a trochę przesmażyłam, ale nie na takie klasyczne powidła, tylko rzadkie śliwki, przypominające bardziej konfiturę. Są rewelacyjne! Nie za słodkie, z delikatnym posmakiem cynamonu. W zimie będą idealne na śniadanie.


SKŁADNIKI

1,5 kg śliwek (najlepiej prawdziwych węgierek)

1,5 szklanki cukru

2 kawałki kory cynamonu (po ok. 8 cm długości)

3 - 4 łyżki wody




Śliwki drylujemy, wkładamy do garnka z grubym dnem, dodajemy cukier, cynamon i wodę (to po to żeby śliwki nie przywarły po kilku pierwszych minutach smażenia, potem taka ilość wody spokojnie odparuje) i rozsmażamy przez 15 - 20 minut. Następnie wyłączamy i odstawiamy do następnego dnia. Po tym czasie znów rozsmażamy śliwki przez 15 - 20 minut (od czasu jak na powierzchni zaczną się pojawiać pęcherzyki powietrza), wyłączamy i odstawiamy do następnego dnia. I ponownie wszystkie czynności powtarzamy, wyjmujemy cynamon, a śliwki przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i odstawiamy do wystygnięcia. 



poniedziałek, 9 listopada 2015

Dżem jabłkowo - dyniowy



Jakiś czas temu dostalam przesyłkę od Diamant, ale z róznych powodów nie mogłam wykorzystać wszyskich upominków "od ręki" :-( Za to w sezonie dyniowym zrobiłam przepyszny i błyskawiczny dżem, który dziś Wam prezentuję :-) Wybierzcie do niego koniecznie kwaśne jabłka, tzw. na placek  - łatwiej się rozsmażą i idealnie przełamią smak pozostałych składników... Powiem Wam, że u nas właśnie kończy się ostatni słoiczek ;-) 


SKŁADNKI

250 g dyni (obranej i bez pestek)

250 g jabłek (obranych i bez gniazd nasiennych)

500 g żelującego cukru trzcinowego Diamant

2 goździeki

kawałek kory cynamonu

kilka łyżek wody




Dynię i jabłka kroimy w kostkę. Do garnka z grubym dnem wkłądamy dynię i dolewamy wodę (niedużo na dno, żeby uniknąć przypalenia dyni), dusimy chwilę pod przykryciem, a gdy zmięknie dodajemy jabłka, cynamon i goździki, całość mieszamy. Dusimy (już bez przykrycia), aż całość rozsmaży się (pamiętajcie, by dżem od czasu do czasu mieszać). Możecie też całość zmiksować gdy lekko zmięknie i wtedy nie trzeba czekać, aż się rozsmaży, ale pamiętajcie, by wcześńiej wyjąć przyprawy (a potem znów je dołożyć). Do gotowych owoców dosypujemy cukier, mieszmy, podrowadzamy do wrzenia i gotujemy 4 minuty mieszając. Nakładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i zostawiamy do wystygnięcia. Z tej ilości składników wychodzi 3 słoiczki dżemu.  



Jesienne słodkości!

czwartek, 25 czerwca 2015

Syrop truskawkowy



Mimo, że się ochłodziło, to truskawki jeszcze są - widziałam :-) No to kto jeszcze nie zrobił odpowiednich zapasów na zimę, to do dzieła :-) Dziś mam dla Was pomysł na syrop truskawkowy - idealny do sporządzenia fantastycznego, aromatycznego napoju, który w zimowe wieczory przywoła lato :-) wystarczy, że rozmieszacie syrop z wodą i gotowe :-)


SKŁADNIKI

3 kg truskawek

2 kg cukru





Truskawki myjemy, usuwamy szypułki i umieszczamy w dużym naczyniu przesypując warstwami cukru. Przykrywamy gazą lub lnianą ścierką i odstawiamy na 24 - 48 godzin, by cukier całkiem się rozpuścił (co jakiś czas możecie całość delikatnie przemieszać). Następnie powstały syrop zlewamy, zagotowujemy i gorący wlewamy do wyparzonych butelek lub słoików. Zakręcamy i pasteryzujemy przez 15 - 20 minut. Wyjmujemy z garnka i zostawiamy do wystygnięcia. 
A co zrobić z truskawkami? Odpowiedź znajdziecie tutaj (KLIK).



wtorek, 23 czerwca 2015

Dżem z całymi truskawkami i pomarańczą



Jakiś czas temu chwaliłam się przesyłką od Diamantowej kuchni, a teraz przyszła pora, by te upominki zacząć właściwie wykorzystywać :-) Sezon truskawkowy póki co trwa - chociaż pogoda w ostatnich dniach raczej nie sprzyja - więc proponuję dżem :-) Ten jest dość słodki, ale kawałki pomarańczy i orzeźwiający sok fantastycznie tę słodycz przełamują :-) Następnym razem powiem Wam co zrobiłam z syropem otrzymanym w procesie przygotowywania dżemu... a dziś coś pysznego... ;-)


SKŁADNIKI

3 kg truskawek

2 kg cukru

2 średniej wielkości pomarańcze

1 opakowanie Konfitur-Fix Diamant






Truskawki myjemy, usuwamy szypułki i umieszczamy w dużym naczyniu przesypując warstwami cukru. Przykrywamy gazą lub lnianą ścierką i odstawiamy na 24 - 48 godzin, by cukier całkiem się rozpuścił (co jakiś czas możecie całość delikatnie przemieszać). Następnie powstały syrop zlewamy (a ja w kolejnym wpisie powiem Wam co z nim zrobić ;-) ), a owoce wkładamy do garnka z grubym dnem (będzie ich zdecydowanie mniej niż na początku). Pomarańcze bardzo dokładnie obieramy usuwając białe błonki, a następnie wycinamy sam miąższ (wycinajcie go bezpośrednio nad garnkiem z owocami lub nad salaterką żeby nie stracić soku) i dodajemy do truskawek. Dolewamy 1/2 szklanki syropu truskawkowego i dodajemy Konfitur-Fix, całość delikatnie, ale dokładnie mieszamy, a następnie gotujemy 3 - 5 minut aż dżem wyraźnie zgęstnieje. Pamiętajcie, by podczas całego procesu delikatnie mieszać całość,by nie uszkodzić truskawek. Gorącą masą napełniamy wyparzone słoiki, zakręcamy i odstawiamy. Jeśli wolicie, to dla pewności, że słoiki dobrze się zamkną możecie pasteryzować włożony do nich dżem przez 15 - 20 minut.



czwartek, 4 grudnia 2014

Zakwas z buraków



Był taki moment w moim życiu, że buraki - a właściwie wyciskany z nich sok - były niezwykle istotne w moim jadłospisie. Powód? Musiałam poprawić wyniki i to w sposób jak najbardziej naturalny. Dlaczego? To proste - byłam wtedy w ciąży i obiecałam sobie, że nie będę faszerować dziecka chemią. Poza tym buraki nie tylko wpływają na stan wyników krwi, ale to też źródło kwasu foliowego istotnego do prawidłowego rozwoju układu nerwowego małego człowieka :-) I udało się - mnie poszło na zdrowie, a maluch jest mądralą jakich mało :-) To tak na marginesie - mała wycieczka w przeszłość. Nie mniej, kiedy wtedy odwiedzałam ciocię mojego męża, poiła mnie kwasem z buraków. Nawet niezłe to było ;-) ale niekoniecznie chciało mi się to w ówczesnym stanie robić samej... za to teraz jestem w stanie zrobić wiele, nawet rozciągnąć dobę  ;-) hihi 
Jak zrobić zakwas podpowiedział mi mąż moje koleżanki z pracy, resztę doczytałam na starej kartce z kalendarza... u cioci ;-) Dwie różne szkoły mówią, że albo dodaje się chleb razowy, albo nie. I tu do głosu dochodzi współczesność, bo chleb na polepszaczach, jakiego pełno w sklepach nie nadaje się, bo zwyczajnie spleśnieje. Powinien być żytni, na naturalnym zakwasie. Jeśli więc takiego nie macie możecie zrobić bez chleba - zejdzie chwilę dłużej, ale też się zrobi. Natomiast gotowy zakwas możecie użyć do barszczu lub jako napój wpływający na Wasze zdrowie :-) nie tylko w tym szczególnym okresie ;-)   


SKŁADNIKI

1,5 kg buraków

1,5 l przegotowanej chłodnej wody

1,5 łyżki soli

4 - 5 ząbków czosnku

5 liści laurowych

5 ziaren ziela angielskiego

1/2 łyżki ziaren pieprzu

ewentualnie kawałek chleba razowego




Buraki obieramy i kroimy w plastry grubości ok. 0,5 cm. Sól rozpuszczamy w wodzie, czosnek obieramy i jeśli ząbki są bardzo duże, kroimy je na pół. W szklanym lub kamiennym naczyniu układamy warstwami buraki przekładając przyprawami, na wierzchu umieszczamy chleb (jeśli go używacie) i zalewamy wodą. Stawiamy w ciepłym miejscu na ok. 7 dni, następnie usuwamy chleb, zakwas zlewamy do butelek i wstawiamy do lodówki. 

P.S. 
No i jeszcze istotna uwaga - jeśli po kilku dniach na powierzchni pojawi się piana to nie przejmujcie się, tak ma być, to naturalny objaw.








czwartek, 2 października 2014

Puree z pieczonej dyni i sposób na pestki




Od kilku dni się zbieram do tego wpisu i powiem Wam, że cały czas pojawia się coś, co mi przeszkodzi... :-( a szkoda, bo te kilka dni temu ten wpis mógł być dużo ciekawszy... moje przemyślenia na pewien temat były na prawdę gorące i burzliwe, jedne emocje goniły drugie, ale do dziś się wyciszyłam, przetłumaczyłam sobie to i tamto i stwierdzam, że cała ta sytuacja, która przybierając na sile, rozgrywa się od jakiegoś już czasu, w istocie nie jest warta moich nerwów... Ale tak swoją drogą to wprost niesamowite (ciągle mnie to zaskakuje) jak niektórzy ludzie, wręcz po mistrzowsku, potrafią sobą denerwować innych. Tak jest, sobą - całą osobą, postawą i w ogóle... mało tego, wyszukawszy sobie stosowne wsparcie dla swych poczynań, owe mistrzostwo rozwijają... I na szczęście są też ludzie, którzy ze swym opanowaniem i spokojem - może niekiedy pozornym, ale jednak - działają jak balsam na skołatane nerwy... I nie muszą stać obok... ważne, że wszelkich żali słuchają... 
Skąd mi się pojawiła taka refleksja? To proste: ja mam zwyczajnie alergię na głupotę! Ludzką głupotę, która dodatkowo jest wzmacniana i - śmiało można to tak nazwać - promowana przez ludzi mądrych. Smutne to, gdy autorytety hołdują ignorantom... ale cóż, to się chyba nazywa dorosłość, a rozczarowania to jej nieodzowny element... :-(
I tak oto jednym tchem wyrzuciłam to, co powinno czasem wszystkich skłonić do przemyśleń, a teraz mogę spokojnie przejść do dyni :-) Bo nie wyobrażam sobie bez niej jesieni :-) Przygotowana w ten sposób pozwala stworzyć pyszne i złociste przysmaki zimą, gdy za oknem śnieg i mróz... Dlaczego wolę puree z pieczonej dyni niż z rozsmażanej? Bo łatwiej się ją obiera, nie trzeba się siłować z odcinaniem twardej skóry i w ogóle jest genialna sama w sobie, nawet taka nie doprawiona ;-) Gotowe puree możecie wykorzystać potem do zup, ciast, kremów, pieczywa i do czego tylko chcecie... To Was zostawiam z dynią, a ja pędzę się uczyć do sobotniego egzaminu... 




SKŁADNIKI

dynia

Dynię kroimy na ćwiartki lub ósemki w zależności od wielkości, usuwamy ze środka pestki (skórę zostawiamy), a następnie układamy kawałki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wsuwamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy przez godzinę. Następnie wyjmujemy kawałki z piekarnika, pozwalamy im lekko ostygnąć i oddzielamy miąższ od skórki. Usuwamy powstałe na miąższu zbrązowienia (inaczej puree będzie gorzkawe), a następnie całość bardzo dokładnie miksujemy, nakładamy do wyparzonych słoików i pasteryzujemy 20 minut. Wyjmujemy z garnka i odstawiamy wieczkiem do góry do czasu aż puree wystygnie.  




A teraz podpowiedź dla tych z Was, którzy lubią pestki dyni :-)
Wyciągnięte pestki oczyszczamy z dyniowych "kłaczków" i rozkładamy płasko na blasze (możecie ją wyłożyć papierem). Wsuwamy do piekarnika nagrzanego do 50 stopni i zostawiamy w takiej temperaturze na całą noc. Rano pestki są fantastycznie przesuszone i przetrzymają się przez długi czas. Jeśli nie macie zaufania do piekarnika na tyle, by zostawić go włączony przez całą noc, to możecie suszyć pestki przez kilka godzin, potem zostawić w uchylonym piekarniku i rano rozpocząć suszenie po raz kolejny. 




P.S. 
A tak w ogóle, to dzięki ludzkości za telefony ;-)



sobota, 9 sierpnia 2014

Bób mrożony (na zimę)




No to już wszystko gotowe do wyjazdu :-) wyruszamy :-) w związku z tym w najbliższym tygodniu będzie mnie tu trochę mniej, ale mam nadzieję, że Wy pozostaniecie ;-) W międzyczasie przygotujcie zapasy bobu na zimę (ja już przygotowałam) i zaglądajcie na facebooka - tam powinnam być obecna dość regularnie :-) 
Sposób na bób mam od pewnej zaprzyjaźnionej z naszą rodziną pani i... działa ;-)


SKŁADNIKI

bób i woda


Wodę zagotowujemy i na wrzątek wrzucamy Bób. Pozostawiamy bób w wodzie na trzy minuty, a następnie przelewamy zimną wodą i rozkładamy płasko (najlepiej na ręcznikach papierowych) i czekamy aż obeschnie z wody. Pakujemy do torebek lub pojemników i wstawiamy do zamrażarki.  

P.S.
A to jest mój pierwszy w życiu post wstawiany z telefonu :-)

środa, 30 lipca 2014

Sałatka z buraków (na zimę)



Czy ja już mówiłam jak bardzo lubię lato? A siebie samą w nowej odsłonie? No to właśnie mówię :-) i powiem Wam jeszcze, że już nie mogę się doczekać tego mojego wyjazdu... i już obmyślam plan B, na wypadek gdyby przez cały ten czas padało ;-) Szczerze mówiąc, to ostatnie miesiące były bardzo ciężkie... pod wieloma względami... Zdecydowanie był mi potrzebny ten czas dla siebie, przemyśleń, refleksji... okazuje się, że wszystko można pokonać... prawie wszystko... ale i tak mam nadzieję na dalsze pozytywne i efektywne wykorzystanie tego urlopu :-) 
A dziś zapasów na zimę ciąg dalszy :-) Taką sałatkę z buraków jadłam już w różnych wersjach: tylko z cebulą, z dodatkiem czosnku i właśnie z papryką. Najczęściej jednak były one przygotowywane z buraków gotowanych, a ta moja jest z surowych :-) Wykopałam ten przepis trzy lata temu z kalendarza mojej mamy - ukryty na małej kolorowej karteczce pewnie nigdy by światła dziennego nie ujrzał, ale szczęśliwie trafił w moje ręce :-) Przez to, że to buraki surowe, sałatkę robi się naprawdę szybko i nie obawiajcie się, jeśli słoiki postoją choćby 2 - 3 tygodnie buraki idealnie miękną :-)


SKŁADNIKI

6 kg buraków ćwikłowych

4 duże czerwone papryki

8 średnich cebul


Zalewa:

1/2 l wody

1/2 l octu (10%)

1 szklanka cukru

2 łyżki soli

10 liści laurowych

10 ziaren ziela angielskiego

pieprz w ziarnach (według uznania)




Buraki (surowe) obieramy i ścieramy na tarce jarzynowej. Paprykę i cebulę kroimy w cienkie paski i sparzamy gorącą wodą. Składniki zalewy zagotowujemy i na wrzącą wrzucamy przygotowane warzywa. Ponownie doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez 5 minut kilkakrotnie w tym czasie mieszając. Gorące upychamy w wyparzonych słoikach, zakręcamy i odstawiamy.  

piątek, 25 lipca 2014

Kompot z wiśni (na zimę)



Kompot z wiśni, taki ze słoika, to jeden ze smaków jaki pamiętam z dzieciństwa :-) Niedzielne czy świąteczne obiady nie mogły się bez niego obejść, a potem obowiązkowo wyjadałam wiśnie, prosto ze słoika ;-) no więc teraz też go robię i nadal jest tak samo smaczny jak kiedyś... 


SKŁADNIKI

2 kg wiśni

cukier (po 10 – 12 łyżek na duży słoik)

woda



Wiśnie myjemy i wsypujemy warstwami do słoików, a każdą warstwę owoców przesypujemy cukrem. Ja daję wiśnie z pestkami, nie stoją aż tak długo, żeby zdążyły się uwolnić z nich szkodliwe związki, ale jeśli planujecie przetrzymać kompoty aż do następnego sezonu możecie pokusić się o wydrylowanie owoców. Następnie wlewamy do słoików zimną wodę – do ¾ wysokości słoika, zakręcamy i pasteryzujemy 20 minut od zagotowania. Studzimy poza garnkiem. 

piątek, 18 lipca 2014

Sałatka szwedzka (z ogórków na zimę)



Sezon słoikowy :-) co roku obiecuję sobie, że nie przesadzę z ilością i co roku okazuje się, że "obiecanki - cacanki" ;-) i w tym roku chyba nie będzie inaczej :-) truskawki, wiśnie, rabarbar, buraki, kapusta, ogórki i wiele innych... lista jest iście imponująca... a ponieważ zaczynają się już ogórki gruntowe, to dziś mam dla Was moją ulubioną sałatkę ogórkową :-) 


SKŁADNIKI

5 kg ogórków gruntowych

6 dużych marchewek

3 duże cebule

2 szklanki octu 10%

3 szklanki cukru

15 - 20 liści laurowych 

30 ziaren ziela angielskiego

2 łyżki gorczycy

3 - 4 łyżki soli

pieprz (mielony, ok. 1 łyżki)

olej (1 - 2 łyżki na słoik, w zależności od wielkości słoików)




Ogórki myjemy i kroimy w cienkie plasterki (ze skórą). Marchewkę i cebulę obieramy, marchewkę ścieramy na tarce o dużych oczkach, a cebulę kroimy w kostkę lub cienkie ćwierćplasterki. Wszystko wkładamy do dużego naczynia, dodajemy cukier i sól i odstawiamy na ok. pół godziny, do czasu aż warzywa zmiękną. Po tym czasie dodajemy ocet, liście, ziele,gorczycę i pieprz, mieszamy i odstawiamy pod przykryciem w chłodne miejsce na ok. 12 godzin (od czasu do czasu zamieszajcie wszystko dokładnie). Tak przygotowaną sałatkę nakładamy do słoików dociskając, by nie powstały pęcherze powietrza, zalewamy zalewą (pozostawcie ok. 1 cm miejsca od góry), a na wierzch wlewamy olej. Zakręcamy, wstawiamy do garnka, wlewamy zimną wodę (od 3/4 wysokości słoików)  i pasteryzujemy 10 - 15 minut (w zależności od wielkości słoików) od zagotowania. Studzimy poza garnkiem. 

piątek, 9 maja 2014

Syrop z pędów sosny



No i piątek... jak to mówią: tygodnia koniec i początek... a to był wyjątkowo wyczerpujący tydzień :-( no i sam piątek przypieczętował to zdecydowanie :-( ale ponieważ to co nas nie zabije to nas wzmocni, to doświadczenia mijającego tygodnia też wniosą coś pozytywnego :-) a dokładne chodzi mi o pewne tematy ściśle zawodowe :-) tylko tak sobie myślę, że ten przyszły tydzień, a właściwie kilka kolejnych, wcale nie zapowiada się lepiej :-( Więc - o ile oczywiście majowa aura będzie sprzyjająca - zamierzam doładować moje akumulatory nową energią :-) tylko jeszcze nie wiem jak ;-) ale Wam, tak całkiem poważnie, proponuję wycieczkę do lasu :-) po pędy sosny :-) są idealne na syrop, który będzie leczył Wasze przeziębienia, kaszel, katar, chrypę, grypę... A jeśli chcecie na te dolegliwości przybrać bardziej zmasowany atak, to zawsze oprócz syropu możecie zrobić nalewkę :-)  


SKŁADNIKI

1,2 kg pędów sosny

1 kg cukru

ewentualnie 0,5 l wódki (jeśli chcecie zrobić nalewkę)


Pędy sosny obieramy z brązowych łusek, ale tylko pod warunkiem, że odchodzą one z łatwością, jeśli tak nie jest to pozostawiamy je. Następnie łamiemy pędy na mniejsze kawałki. W dużym słoju układamy warstwami pędy i cukier dokładnie dociskając każdą warstwę. Ostatnią z nich powinien być cukier. Zakrywamy słoik od góry i odstawiamy na cztery tygodnie (u mnie stoi w kuchni na parapecie czyli w słońcu-pod warunkiem, że ono jest). Pamiętajcie, by co jakiś czas potrząsnąć słoikiem - dzięki temu cukier lepiej się rozpuści. Po czterech tygodniach przefiltrowujemy cały syrop, zalewamy do butelek i odstawiamy w ciemne miejsce. Otwartą butelkę przechowujemy w lodówce, nie dłużej niż dwa tygodnie. Kawałki pędów, które pozostały po zlaniu syropu, ponownie przekładamy do słoja i zalewamy wódką. Odstawiamy na kilka tygodni (im dłużej, tym lepiej) po tym czasie zalewamy i filtrujemy powstały alkohol. W ten sposób każdy z domowników ma dla siebie coś ;-)



sobota, 3 maja 2014

"Miodek majowy" czyli syrop z mniszka lekarskiego



Majowy weekend nie nastraja w tym roku optymizmem - zimno, pada... ale jadąc wczoraj z pracy (tak, tak, niektórzy pracują w długi weekend) zauważyłam, że jeszcze nie wszystkie mlecze zamieniły się w dmuchawce :-) więc jeśli macie jeszcze gdzieś wokół siebie piękne żółte mniszki, to pospiesznie je pozbierajcie i wykorzystajcie do zrobienia syropu. Dlaczego? Bo łagodzi kaszel, chrypę, infekcje dróg oddechowych, schorzenia pęcherza moczowego i nerek, wspomaga trawienie, leczenie wątroby, miażdżycy, stanów zapalnych skóry, przyspiesza gojenie ran i oczyszcza organizm z toksyn. Uf, sporo tego :-) a co najważniejsze, jest bardzo dobry w smaku :-) To kto robi?


SKŁADNIKI

350 kwiatków mniszka lekarskiego 

1 l zimnej przegotowanej wody

3/4 kg cukru

1 cytryna




Kwiatki (bez łodyg oczywiście) układamy na białym papierze i zostawiamy na jakiś czas - powinno wyjść mnóstwo czarnych robaczków ;-) Po tym czasie płuczemy kwiaty, wkładamy do garnka i zalewamy wodą. Odstawiamy na kilka godzin. Następnie stawiamy na palniku, doprowadzamy do wrzenia, dodajemy pokrojona w plastry cytrynę i gotujemy przez 15 minut. Odstawiamy na 24 godziny. Po tym czasie zlewamy płyn, a pozostałe kwiatki bardzo dokładnie wyciskamy dodając to co otrzymamy do płynu (najlepiej do tego celu użyć gazy lub pieluchy tetrowej). Do całości dosypujemy cukier i gotujemy na niewielkim ogniu ok. 2 godzin. Następnie przelewamy do wyparzonych słoików i zakręcamy.

P.S.
Ja w tym roku zebrałam 2100 kwiatków i wyszło mi 13 słoików po ok. 300 ml, gotowałam 3 godziny (ze względu na ilość). Im dłużej gotujecie syrop, tym jest on ciemniejszy i gęściejszy.



środa, 23 października 2013

Sałatka z zielonych pomidorów



Jakiś czas temu mój tata przyniósł mi ostatnie zielone pomidory ze swojego ogródka. Stwierdził, że ja na pewno sobie z nimi poradzę. I poradziłam - wyciągnęłam z babcinego notatnika pożółkły przepis i do dzieła! Szybka i pyszna, w zimie idealnie komponuje się z daniami obiadowymi. Tym z Was, którzy nigdy nie jedli takiej sałatki powiem, że jej smak nie ma nic wspólnego z czerwonymi dojrzałymi pomidorami... nic a nic, dlatego by go nie zepsuć musicie użyć naprawdę zielonych pomidorów, bez różowych przebłysków i zwyczajnie w świecie zakochacie się w tym smaku... Jeśli więc macie jeszcze gdzieś zielone pomidory, to do dzieła!


SKŁADNIKI

2 kg zielonych pomidorów

0,4 kg cebuli

1 łyżka gorczycy

2 łyżki soli

1 szklanka cukru

1 szklanka octu 10%

4 szklanki wody

8 ziaren ziela angielskiego

4 liście laurowe




Pomidory i cebulę kroimy w cienkie plasterki, dodajemy sól i gorczycę, mieszamy i odstawiamy na ok. 2 godziny. Wodę, ocet, cukier, ziarna ziela i liście zagotowujemy razem i wyłączamy - odstawiamy na trochę, a następnie znów doprowadzamy do wrzenia, wkładamy pomidory z cebulą (oraz sokiem, który się wytworzył) i gotujemy tylko przez chwilę do czasu aż pomidory zmienią kolor z zielonego na złoto - żółty. Gorące pomidory upychamy ciasno w słoikach, dolewamy zalewę, zakręcamy i odstawiamy do góry dnem. Pozostawiamy do wystygnięcia. NIE PASTERYZUJEMY!

środa, 25 września 2013

Powidła śliwkowe z dodatkiem suszonych śliwek




Rzadko tu ostatnio zaglądam, oj rzadko... :-( niestety- jakkolwiek to zabrzmi - nie zależy to ode mnie... :-( ale w przyszłym miesiącu postaram się do wcześniejszej częstotliwości :-) trzymajcie kciuki - może się uda :-) Póki co każdą wolną chwilę wykorzystuję na przygotowanie zimowych zapasów i tak właśnie eksperymentując z różnymi dodatkami przygotowałam powidła ze śliwkami suszonymi :-) a jeszcze lepiej gdyby udało wam się kupić śliwki wędzone - mają fantastyczny smak, który sprawia, że powidła nabierają wyjątkowego charakteru... Zupełnie innego niż tradycyjne powidła... W roli "testerek produktu" wystąpiły moje koleżanki z pracy - uwierzcie, że jeśli by im nie smakowały, nie byłyby zainteresowane przepisem :-) A Wam jak się podobają? 


SKŁADNIKI

2 kg śliwek węgierek

2 szklanki cukru

100 - 150 g suszonych / wędzonych śliwek kalifornijskich 

woda




Śliwki myjemy, usuwamy z nich pestki, wrzucamy do garnka i zasypujemy cukrem. Na dno garnka wlewamy trochę wody, żeby śliwki nie przypaliły się. Mieszamy i doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy płomień i na takim małym smażymy ok. 1 godziny od czasu do czasu mieszając. Wyłączone śliwki zostawiamy do następnego dnia. Suszone śliwki wkładamy do rondelka, zalewamy wodą tak, by było jej ok. 1,5 cm nad powierzchnię śliwek, przykrywamy i zostawiamy do następnego dnia. Na drugi dzień suszone śliwki miksujemy blenderem (powinny wchłonąć całą wodę, jeśli jest jej nadal dużo, po prostu odlejcie ją) i podgrzewamy - powinny być dobrze ciepłe, ale nie musicie doprowadzać ich do wrzenia. Powidła rozgrzewamy, dodajemy zmiksowane suszone śliwki i całość przesmażamy znów ok. godziny od momentu wrzenia. Wyłączamy i znów zostawiamy do następnego dnia. Trzeciego dnia smażenie powtarzamy, ale kończymy gdy powidła osiągną pożądaną konsystencję :-) Gorące powidła nakładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i odstawiamy do góry dnem. Zostawiamy do wystygnięcia. 




P.S.
Pamiętajcie, że powidła lubią się przypalać dlatego częste mieszanie jest warunkiem koniecznym! :-)