sobota, 31 maja 2014

Chleb z marchewką



Dawno już nie piekłam żadnego nowego chleba. Chociaż ten dzisiejszy to bardziej przypomina bułkę niż chleb, ale i tak jest niesamowicie pyszny :-) delikatny, puszysty, bardzo szybko znika, bo można go jeść nawet bez dodatków. Szkoda tylko, że młoda marchewka jest taka jasna, bardziej pomarańczowa z pewnością wyglądałaby efektowniej :-) a tak na marginesie, to kupiliście już prezenty na Dzień Dziecka? My dziś stawiliśmy czoło zadaniu, a młoda dama jest bardzo zdecydowana co do swoich pomysłów... hm, mam nadzieję, że nie porzuci za dwa dni najnowszych upominków ;-) 


SKŁADNIKI

6 szklanek mąki pszennej

2 szklanki startej marchewki (na dużych oczkach)

350 g jogurtu naturalnego

30 g drożdży

3 łyżki oleju słonecznikowego

1 łyżeczka cukru

2 łyżeczki soli




Mąkę, marchewkę i sól umieszczamy w dużej misce i mieszamy razem. Drożdże rozrabiamy z cukrem i jogurtem, przelewamy do mąki i dodajemy olej. Zagniatamy ciasto i wyrabiamy ok.15 minut, a następnie dzielimy ciasto na dwie części i formujemy bochenki (dłonie do tego oprószcie mąką). Układamy je na blasze (może być wyłożona papierem do pieczenia lub posypana mąką) i odstawiamy aż bochenki zaczną rosnąć. Nacinamy ostrym nożem lub nożyczkami. Następnie wstawiamy bochenki do piekarnika nagrzanego do 100 stopni i pieczemy 15 minut (w tym czasie chleb podrośnie), następnie zwiększamy temperaturę do 200 stopni i pieczemy kolejne 35 minut. Studzimy na kratce.

środa, 28 maja 2014

Zupa szczawiowa (najprostsza)



Ze wszystkich dań, które gotuję, zupy są tymi, którym chyba nigdy nie nauczę się robić zdjęć :-( Nie mówię, że inne są idealne, ale te są wyjątkowe... wyjątkowo do niczego :-( dlatego tak rzadko o zupach tu piszę... Ale mimo wszystko uważam, że zasługują na przekazanie ich innym, czyli Wam :-) zwłaszcza, że czasem są banalnie proste w przygotowaniu, idealne nawet dla początkujących :-)


SKŁADNIKI

1,5 l dowolnego wywaru

3 - 4 pęczki szczawiu

3 łyżki śmietany

jajka

sól, pieprz

(ewentualnie łyżka mąki pszennej - to patent mojego taty)





Szczaw myjemy i przebieramy, by usunąć wszelkie niedoskonałości. Następnie listki kroimy w cienkie paseczki, a łodygi odrzucamy (chyba że są bardzo młode i cienkie, to możecie je pokroić). Do gotującego się wywaru dodajemy posiekany szczaw i na niedużym ogniu gotujemy ok. pól godziny (listki szybko miękną, ale chodzi o to, by zupa miała odpowiedni smak). Śmietanę wlewamy do kubeczka i dodajemy kilka łyżek gorącej zupy, dokładnie mieszamy razem i przelewamy do garnka. Doprowadzamy do wrzenia, ale nie gotujemy, wyłączamy. Doprawiamy solą i pierzem.
Jajka gotujemy na twardo. 
Zupę podajemy z połówkami jajek, grzankami lub ziemniakami.

Jeśli chcecie by zupa była jeszcze gęściejsza wykorzystajcie sposób jakim posługuje się mój tata: Do śmietany wlanej do kubeczka dodajcie mąkę, dokładnie rozmieszajcie, dolejcie kilka łyżek gorącej zupy, rozprowadźcie i przelejcie do garnka.  

P.S.
Wywar, którego użyjecie nie musi być mięsny, może być warzywny. Zamiast wywaru możecie też użyć rozcieńczonego bulionu. 

Truskawkowe ciasto z kaszy manny



Dzień był dziś fantastyczny, szczególnie ten jego moment, który spędziłam w przedszkolu mojej córci na przedstawieniu z okazji wczorajszego dnia matki :-) Mojej dziecko strzela takie ukłony po każdej piosence czy wierszyku (które wykonywane są przez całą grupę), że już samo to poprawia humor :-) A potem wpadłam na stronie Prosto Od Producenta na wątek dotyczący gotowania manny na gęsto i pomysł gotowy - coś z manny i truskawek (bo kupiłam dziś trochę) a w chwilę później wyobraziłam sobie moje ulubione ciasto czekoladowe z manny :-) Przerobiłam na wersję truskawkową i przepis gotowy :-)


SKŁADNIKI

Masa:

1 l mleka

1 kostka margaryny

1 szklanka cukru

1 i 1/4 szklanki kaszy manny

1 czubata łyżka cukru waniliowego

truskawki (ok. 500 g, po zmiksowaniu powinna być 1 pełna szklanka musu)

1 łyżeczka soku z cytryny


Polewa:

150 g gorzkiej czekolady

75 ml mleka


Dodatkowo:

30 - 40 herbatników typu petit beurre (w zależności od foremki w jakiej robicie ciasto)

kilka truskawek do dekoracji




Truskawki myjemy, odszypułkowujemy i miksujemy - musi wyjść jednolity mus. Mleko, cukry, kaszę i margarynę (możecie ją podzielić na mniejsze kawałki) wkładamy do garnka z grubym dnem i gotujemy "na gęsto" - powinny się pojawiać pęcherze powietrza jak na gotującym się budyniu. Zestawiamy z palnika, dodajemy mus truskawkowy, sok z cytryny i bardzo dokładnie mieszamy; odstawiamy na chwilę (krótko, ważne żeby masa nie była wrząca; właściwie jeśli dłużej mieszacie, to w zupełności wystarczy i studzić nie trzeba ;-) ). W formie do ciasta (wyłożonej folią aluminiową) układamy połowę herbatników, wylewamy masę, wygładzamy i przykrywamy resztą ciastek. Zostawiamy aż ciasto wystygnie.
Mleko przeznaczone do polewy doprowadzamy do wrzenia i wrzucamy czekoladę połamaną na kawałki. Mieszamy aż czekolada się rozpuści i dokładnie połączy się z mlekiem - powinna wyjść gęsta, jednolita masa. Gotową polewę rozprowadzamy na wystudzonym cieście i dekorujemy truskawkami. Schładzamy - tak smakuje najlepiej :-)






sobota, 24 maja 2014

Deser czekoladowo - truskawkowy



Mmmm... rozleniwił mnie dziś trochę ten dzień :-) Totalnie nic mi się nie chce robić, ale zawinęłam się w lekko za dużą na mnie polarową bluzę męża i siedzę  laptopem na balkonie - przygotowuję materiały do pewnego opracowania, wysyłam odpowiedzi do zadań e-learningowych... w prawdzie to jeszcze nie pełnia lata, ale pogoda i tak cieszy :-) a ponieważ jutro też ma być pięknie i iście wakacyjnie to mam dla Was taką oto propozycję: błyskawiczny wręcz deser z dużą ilością czekolady i pewną ilością owoców - ja miałam truskawki :-) Schłodzony fantastycznie pasuje na takie upały, a do tego nie jest przesadnie słodki, więc to kolejny jego plus :-)


SKŁADNIKI

4 - 5 truskawek

200 ml śmietany 30 %

50 g gorzkiej czekolady


Truskawki bardzo dokładnie miksujemy. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i studzimy (może być letnia, ale Boże broń gorąca!). Śmietanę ubijamy na sztywno, a następnie dodajemy po jednej łyżeczce przestudzona czekoladę i cały czas ubijamy. W wysokiej szklance układamy warstwami czekoladową śmietanę i mus truskawkowy. Dekorujemy truskawkami i schładzamy. Idealne na taki upał... mmm...
Dania na zimno - czyli co jeść w upalne dni

piątek, 23 maja 2014

Rogaliki na śniadanie



Ostatnio tak bardzo spodobało mi się wyrastanie ciasta drożdżowego w zimnej wodzie, że postanowiłam przetestować to jeszcze raz :-) W tym wariancie ciasto jest z mąki pełnoziarnistej - po upieczeniu jest trochę bardziej kruche niż to z mąki białej, ale rogaliki wyszły fantastyczne :-) nie za duże, idealne do małych 3,5 - letnich dłoni mojej córeczki :-) a to, że w dalszym ciągu nie potrafię pięknie zwijać rogalików nie ma najmniejszego znaczenia ;-)


SKŁADNIKI

4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej

1/2 szklanki mleka w proszku

1 szklanka letniej wody

150 g masła

50 g drożdży

1 płaska łyżeczka soli




Mąkę, mleko i sól wsypujemy do miski i rozcieramy w dłoniach z pokrojonym na kawałki masłem. Drożdże rozpuszczamy w wodzie i dolewamy do miski. Zagniatamy ciasto i wyrabiamy ok. 10 minut. Następnie wkładamy je do foliowej torebki, szczelnie zawiązujemy i wkładamy do dużej miski z zimną wodą. Odstawiamy i czekamy aż ciasto wypłynie na powierzchnię wody (trwa to ok. 30 - 40 minut). Następnie wyjmujemy ciasto z torebki i dzielimy na dwie części i formujemy je w kulki. Stolnicę posypujemy płatkami owsianymi i rozwałkowujemy na nich jedną z kulek. Powstały placek dzielimy na sześć części (tak jak dzieli się pizzę), posypujemy je płatkami i zwijamy rogaliki. To samo robimy z drugą kulką. Rogaliki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstawiamy na 15 minut, a następnie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20 minut. 



wtorek, 20 maja 2014

Nadziewane kalarepy



Próbuję ogarnąć ostatnie dni w jakąś sensowną całość... nie da się... chyba...

Dlatego uciekam w gotowanie... to zawsze ma sens...
Lekkie i wiosenne danie, które zaspokoi każdy głód... pyszne...


SKŁADNIKI

6 kalarep średniej wielkości

250 g mięsa indyczego

1/4 szklanki kaszy jaglanej

1/2 cebuli

1 łyżka oleju

1/2 łyżki posiekanego koperku

1/2 łyżki posiekanej natki pietruszki

sól, pieprz, cukier

koperek do posypania




Kalarepy obieramy i wydrążamy w środku - jeśli są naprawdę świeże i młode,można to z powodzeniem zrobić łyżką :-) 
Kaszę gotujemy w dużej ilości wody, tak by się nie posklejała, a następnie odcedzamy i studzimy. Cebulę kroimy w kostkę i lekko podsmażamy na rozgrzanym oleju. Następnie mielimy razem z mięsem. Kaszę, mięso z cebulą, koperek i natkę doprawiamy solą i pieprzem, a następnie dokładnie wyrabiamy. Tak przygotowaną masą nadziewamy wydrążone kalarepy. Wkładamy je do garnka i dolewamy gorącą wodę, tak by sięgała centymetr poniżej wysokości kalarep. Dodajemy sól i cukier (proponuję użyć równych proporcji czyli solimy według własnego uznania i dosypujemy taką samą ilość cukru - fantastycznie podkreśla smak wszelkich kapustnych). Doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy płomień i gotujemy pod przykryciem 25 - 30 minut. Gotowe kalarepy osączamy z wody i posypujemy koperkiem.    



niedziela, 18 maja 2014

Ziemniaki z czosnkiem i ziołami




Są czasem takie dni, że człowiekowi zupełnie nic się nie chce... i nie chodzi mi tu o taką zwyczajną niechęć, o ochotę na "nic nie robienie", ale swego rodzaju niemoc... i choćby nie wiadomo ile pojawiło się pozytywów, negatywy determinujące nastrój i tak dominują... :-( a mam tak już od kilku dni... i nic nie wskazuje na to, żeby mogło być lepiej... :-( i nawet aktywne popołudnie z moja córcią - wulkanem energii i optymizmu - nic nie pomogło... cóż... pozostaje mieć nadzieje, że pewne sprawy beznadziejne w końcu się wyjaśnią... ale same tego nie zrobią... :-(

A zmieniając temat, to kilka osób powiedziało mi dziś, że pogoda na pewno się poprawi i to w ciągu kilku najbliższych dni :-) skoro wiec tak, to pozostaje mieć nadzieje, że oczekujące na sprzyjające warunki atmosferyczne grille w końcu się doczekają :-) Byście więc nie byli zaskoczeni kiedy ten moment nadejdzie, zacznijcie już dziś rozważać poniższą propozycję :-) 


SKŁADNIKI

ziemniaki (ilość dowolna)

czosnek (tyle ząbków ile sztuk ziemniaków)

zioła (np.: majeranek, tymianek, oregano, rozmaryn; świeże lub suszone; ilość dowolna)

olej




Ziemniaki myjemy, obieramy i każdy kilkakrotnie nacinamy na głębokość 3/4 ziemniaka. Każdy ząbek czosnku kroimy na cienkie plasterki - tyle plasterków ile nacięć w ziemniakach. Jeśli macie świeże zioła, musicie je posiekać. W każde nacięcie ziemniaka wkładamy plasterek czosnku, posypujemy ziołami, skrapiamy olejem i zawijamy w folię aluminiową. Grillujemy do miękkości - trochę to trwa, niektóre odmiany ziemniaków wymagają nawet godziny na ruszcie, a warunek konieczny to umieszczenie ziemniaków na niskim poziomie, by przygotowywały się w należytym cieple. Solimy już na talerzu, chociaż dodatek ziół powoduje, że sól nie jest konieczna.




P.S.
Gdyby jednak ocieplenie nie nadeszło, możecie przygotować te ziemniaki w piekarniku :-) w 200 stopniach i termoobiegu potrzebują ok. godziny. 

  Grillowanie 2014

sobota, 17 maja 2014

Kacze udka z pomarańczami




No, w końcu pierwszy raz od długiego już czasu podobało mi się szkolenie, w którym uczestniczyłam :-) Konkretnie, na temat (okazuje się, że dla niektórych prowadzących właśnie to stanowi największy problem), aż chciało się słuchać :-) aż szkoda, że ta pani nie prowadziła wcześniejszych spotkań z tego tematu... Ale pani jest praktykiem, od lat wykonującym swój zawód, a to zdecydowana przewaga nad - nawet najlepiej przygotowanymi - teoretykami... To taka weekendowa, deszczowa refleksja ;-)

Jakiś czas temu piekłam udka z kaczki z dodatkiem pomarańczy i powiem Wam, że wyszły rewelacyjne :-) wręcz rozpływały się w ustach... myślę sobie, że to już czas najwyższy, by podzielić się z Wami przepisem - prostym, szybkim, na każdą okazję...


SKŁADNIKI

4 kacze udka (ok. 1 kg)

3 duże pomarańcze

sól, pieprz

suszony majeranek




Udka myjemy, nacieramy solą, pieprzem i majerankiem, a następnie odstawiamy do lodówki na ok. 1 godzinę. Pomarańcze myjemy, sparzamy wrzątkiem, a następnie 2,5 kroimy w plastry grubości ok. 0,5 cm, a z pozostałej połówki wyciskamy sok. Na dnie naczynia żaroodpornego układamy plastry pomarańczy, następnie mięso i znów plastry owoców. Dolewamy sok (tak, by spłynął na dno). Jeśli macie nieduże naczynie do zapiekania możecie ułożyć udka w dwóch warstwach przełożonych pomarańczami; upieką się bez problemu :-) Całość przykrywamy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (termoobieg, dolna grzałka) na godzinę. Plastry ułożone na wierzchu powinny bardzo dokładnie pokrywać mięso, tak by miało kontakt z pojawiającym się podczas pieczenia sok przez cały czas.










czwartek, 15 maja 2014

Tort "Kwiatowa rabatka"




"Ciągle pada... asfalt ulic jest już mokry jak brzuch ryby..." i odkrywcze to wcale nie jest skoro pada od południa... I to chwilami na tyle mocno, że idąc dziś od parkingu z siatkami pełnymi zakupów, zdążyłam zmoknąć wręcz modelowo... mogłabym z powodzeniem robić za wzór zmokłej kury ;-) ale i tak nie przeszkodziło mi to w stworzeniu imieninowej rabatki dla mojej córci :-) W prawdzie tort jest bardziej właściwy innym okazjom, ale nie widzę powodu, dla którego nie miałabym go zrobić teraz... Tym bardziej, że zachwyt młodej damy był wprost nie do opisania... 
A czy ja już wspominałam, że w poniedziałek minęło 10 lat odkąd podjęłam pracę w swoim zawodzie? Sama nie wierzę, jak ten czas szybko leci... ;-) No więc tym bardziej rabatka musiała się dziś pojawić :-) a tak w ogóle, to wpadłam na ten pomysł podczas dzisiejszych zakupów :-) 


SKŁADNIKI

ok. 200 g małych okrągłych biszkoptów

1 l soku typu Kubuś

3 budynie bez cukru (każdy po 40 g)

1 galaretka

500 g masła roślinnego

ok. 250 g rurek waflowych (pustych, bez nadzienia)

1 opakowanie ciastek oreo (154 g)

kilka dowolnych kwiatków

(sok, budyń i galaretkę najlepiej wybierzcie w tym samym smaku, ja użyłam truskawkowych)




Na dnie tortownicy (ok.23 cm) układamy warstwę biszkoptów. Z soku odlewamy 3/4 szklanki i w tej ilości rozrabiamy budynie. Pozostały sok gotujemy i do wrzącego wlewamy rozrobione budynie - gotujemy tak jak zwykły budyń, a następnie dzielimy na dwie równe części. Jedną z nich rozprowadzamy na biszkoptach i przykrywamy kolejną warstwą biszkoptów, odstawiamy żeby całość wystygła. Do drugiej części dosypujemy galaretkę i dokładnie mieszamy, a następnie studzimy. Gdy budyń (ten w tortownicy i ten wymieszany z galaretką) wystygnie przechodzimy do kolejnego etapu: Dokładnie miksujemy masło roślinne, a następnie dodajemy po jednej łyżce budyń z galaretką. Miksujemy na jednolitą masę, odkładamy 2 - 3 łyżki, a resztę wykładamy na to co w tortownicy (czyli biszkopty, budyń i znów biszkopty). Całość wstawiamy do lodówki (na jakieś 20 - 30 minut) żeby masy stępiały. Odłożoną masę też możecie schłodzić. Po tym czasie wyjmujemy tort z lodówki, usuwamy obręcz tortownicy i smarujemy dookoła pozostawionym kremem. 




Rurki docinamy na pożądaną przez Was wysokość (proponuję ok.1 cm wyższe niż cały tort, nie muszą być wszystkie równe), a następnie układamy z nich ciasną obręcz wokół tortu. Oreo kruszymy i posypujemy okruchami wierzch ciasta (bardzo dokładnie, by przykryć całą jasną masę). Następnie kilka kawałków rurek, pozostałych po przycinaniu wbijamy w wierzch i wkładamy do nich kwiaty (kompozycja dowolna, puśćcie wodze fantazji ;-)  ) Całość wstawiamy do lodówki, nie musi być na długo, ale schłodzony tort lepiej smakuje :-)





wtorek, 13 maja 2014

Sernik z rabarbarem



Jak sernikowo to sernikowo ;-) Ostatnio był sernik na zimno, a dziś propozycja pieczonego sernika, który idealnie wkomponowuje się  w sezon rabarbarowy :-) Jak każdy eksperyment wymagał przetestowania, a kto jest najlepszą grupą testową moich wypieków? Oczywiście koleżanki i kolega z pracy - pisałam już o tym wielokrotnie :-) I tym razem też mnie nie zawiedli - sernik zniknął co do okruszka, co świadczy tylko o tym, że jest naprawdę pyszny! Smak sera bowiem idealnie łączy się z lekko kwaskową nutą rabarbaru... bajeczny! Upieczcie koniecznie :-)  


SKŁADNIKI

Ciasto:

1 1/2 szklanki mąki pszennej

125 g margaryny

100 g serka o smaku naturalnym (np. kanapkowy)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka cukru pudru

1 łyżeczka cukru z wanilią



Masa serowa:


600 g sera twarogowego

400 g waniliowego serka homogenizowanego

3 jajka

3/4 szklanki cukru pudru

4 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

 1/2 łyżeczki aromatu cytrynowego


Masa rabarbarowa:

ok. 1 kg rabarbaru (ja miałam 1,2 kg)

1 szklanka cukru

1/3 szklanki wody

2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej (porządnie czubate)


dodatkowo: cukier puder po posypania wierzchu




Wszystkie suche składniki ciasta mieszamy razem, a następnie dodajemy margarynę, serek i zagniatamy. Ciasto powinno być gładkie i zwięzłe, ale nie twarde. 
Wszystkie składniki masy serowej umieszczamy w misce miksera i miksujemy przez chwilę do połączenia wszystkich składników.
Rabarbar obieramy, kroimy w kostkę, wkładamy do garnka (najlepiej z grubym dnem) i zasypujemy cukrem, a następnie dokładnie mieszamy. Dolewamy wodę i dokładnie rozsmażamy od czasu do czasu mieszając. Rabarbar powinien się zamienić w mus. Gdy tak się stanie zmniejszamy płomień palnika i smażymy jeszcze chwilę by masa odparowała. Nie powiem Wam ile to zajmuje, bo to zależy od tego jak bardzo soczysty jest rabarbar, ale najważniejsze jest to, żeby sok nie oddzielała się od reszty. Zdejmujemy mus z ognia i odstawiamy na ok. 10 minut, a następnie dodajemy mąkę i energicznie mieszamy - możecie się wspomóc blenderem, bo mąka ma tendencję do zamieniania się w małe grudki, a to jest niewskazane.
Dno formy do pieczenia wykładamy ciastem, na nie wylewamy masę serową, a na nią masę rabarbarową. Pieczemy przez 60 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Pod koniec pieczenia sprawdźcie patyczkiem czy ciasto na pewno się upiekło, ale UWAGA: ważne jest by to ser nie oblepiał patyczka, gorący rabarbar może zostawiać ślady, ale tak jest w porządku ;-) Wystudzone ciasto posypujemy przed podaniem cukrem pudrem. 







Rabarbalove

niedziela, 11 maja 2014

Sernik pachnący bzem




Ostatnio trochę czytałam o kwiatach w kuchni, tzn. o ich spożywczym zastosowaniu i powiem Wam, że bardzo mnie to zaciekawiło. Co więcej zainspirowało do przygotowania czegoś z ich udziałem :-) Pomysłów mam kilka, ale zaczęłam od sernika na zimno - taki mój wiosenny eksperyment :-) Ponieważ nigdy nie robiłam słodyczy z kwiatów (ani w ogóle niczego innego, prócz syropu z mniszka, z nich nie robiłam), to zaczęłam od niewielkiej ilości, by nabrać przekonania :-) Sam bez nieszczególnie zmienia smak sernika - puszystego i delikatnego, ale za to zapach - głównie dzięki kwiatom na wierzchu - jest obłędny! I spokojnie, nie przeszkadza w jedzeniu :-) Tak więc całość grzechu warta ;-) Mmmm...


SKŁADNIKI

500 g mascarpone

400 g waniliowego serka homogenizowanego

100 ml gorącego mleka

3/4 szklanki cukru pudru

2 1/2 łyżki żelatyny

3 jajka

1/2 szklanki kwiatów bzu (może być więcej)


dodatkowo: kakao i bez do dekoracji




Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę. Kwiatki bzu miksujemy na jednolitą papkę. Żelatynę rozpuszczamy w mleku. Oba sery, żółtka i cukier miksujemy  przez chwilę na najwyższych obrotach miksera do połączenia składników. Następnie zmniejszamy obroty, dodajemy kwiatową papkę i stopniowo dolewamy żelatynę. Gdy składniki się połączą dodajemy pianę i delikatnie mieszamy (najlepiej nie mikserem tylko łyżką). Przekładamy do tortownicy (21- 23 cm) i wstawiamy na kilka godzin do lodówki. Przed podaniem posypujemy sernik kakao i ozdabiamy bzem. 
Rewelacja... dodam nieskromnie ;-)   




P.S.
By kwiaty ładnie i świeżo wyglądały zanurzcie je na jakiś czas w zimnej wodzie (moje były w niej godzinę).



piątek, 9 maja 2014

Syrop z pędów sosny



No i piątek... jak to mówią: tygodnia koniec i początek... a to był wyjątkowo wyczerpujący tydzień :-( no i sam piątek przypieczętował to zdecydowanie :-( ale ponieważ to co nas nie zabije to nas wzmocni, to doświadczenia mijającego tygodnia też wniosą coś pozytywnego :-) a dokładne chodzi mi o pewne tematy ściśle zawodowe :-) tylko tak sobie myślę, że ten przyszły tydzień, a właściwie kilka kolejnych, wcale nie zapowiada się lepiej :-( Więc - o ile oczywiście majowa aura będzie sprzyjająca - zamierzam doładować moje akumulatory nową energią :-) tylko jeszcze nie wiem jak ;-) ale Wam, tak całkiem poważnie, proponuję wycieczkę do lasu :-) po pędy sosny :-) są idealne na syrop, który będzie leczył Wasze przeziębienia, kaszel, katar, chrypę, grypę... A jeśli chcecie na te dolegliwości przybrać bardziej zmasowany atak, to zawsze oprócz syropu możecie zrobić nalewkę :-)  


SKŁADNIKI

1,2 kg pędów sosny

1 kg cukru

ewentualnie 0,5 l wódki (jeśli chcecie zrobić nalewkę)


Pędy sosny obieramy z brązowych łusek, ale tylko pod warunkiem, że odchodzą one z łatwością, jeśli tak nie jest to pozostawiamy je. Następnie łamiemy pędy na mniejsze kawałki. W dużym słoju układamy warstwami pędy i cukier dokładnie dociskając każdą warstwę. Ostatnią z nich powinien być cukier. Zakrywamy słoik od góry i odstawiamy na cztery tygodnie (u mnie stoi w kuchni na parapecie czyli w słońcu-pod warunkiem, że ono jest). Pamiętajcie, by co jakiś czas potrząsnąć słoikiem - dzięki temu cukier lepiej się rozpuści. Po czterech tygodniach przefiltrowujemy cały syrop, zalewamy do butelek i odstawiamy w ciemne miejsce. Otwartą butelkę przechowujemy w lodówce, nie dłużej niż dwa tygodnie. Kawałki pędów, które pozostały po zlaniu syropu, ponownie przekładamy do słoja i zalewamy wódką. Odstawiamy na kilka tygodni (im dłużej, tym lepiej) po tym czasie zalewamy i filtrujemy powstały alkohol. W ten sposób każdy z domowników ma dla siebie coś ;-)



czwartek, 8 maja 2014

Filet z kurczaka w marynacie musztardowo - miodowej



Zimno, pada... i tak co chwilę... w ogóle nie czuję tej wiosny - że to maj, że już prawie połowa roku... a dziś w pracy zerknęłam w kalendarz - uuuu.... i tyle tytułem komentarza. Ale za to jest w tym wszystkim coś pozytywnego: im bardziej wypełnię zajęciami każdą godzinę, tym szybciej będą wakacje :-) Podoba się Wam takie tłumaczenie? Takie pozytywne ujęcie rzeczywistości, która nie zawsze jawi się optymistycznie? Ale póki wakacje, to wcześniej jeszcze kilka weekendów przed nami :-) Gdyby przypadkiem majowa pogoda zechciała zaprezentować się jak należy i bylibyście zmuszeni rozpalić grille, proponuję Wam sięgnąć po filety z poniższego przepisu :-) Rewelacja...


SKŁADNIKI

ok. 1 kg fileta z kurczaka


Marynata:

4 łyżki płynnego miodu

6 łyżek musztardy francuskiej (bo akurat ta fajnie wygląda ;-) )

1 płaska łyżka soli

1 łyżka suszonego majeranku

pieprz




Fileta myjemy i oczyszczamy z wszelkich niedoskonałości, a następnie kroimy na mniejsze części (jeśli kawałki są grube możecie je lekko rozbić). Składniki marynaty łączymy razem, dodajemy do mięsa (umieszczonego w salaterce lub garnku) i dokładnie nacieramy każdy kawałek. Całość przykrywamy i wstawiamy na kilka godzin do lodówki. Ponieważ to drobiowy filet z powodzeniem wystarczą trzy  - cztery godziny. Kawałki mięsa układamy na aluminiowych tackach i grillujemy po obu stronach do miękkości  polewając w trakcie pozostałą marynatą (trwa to naprawdę niedługo porównując do innych mięs, które grillujemy). Pyszne...  
Grillowanie 2014

wtorek, 6 maja 2014

Sałatka z grillowanej cukinii



Dopiero wtorek, a ja już czuję, że ten tydzień jest koszmarny i to pod wieloma względami... i nawet przed chwilą zdenerwował mnie pewien telefon... Czy ja się nigdy nie nauczę, żeby łapać głęboki oddech i odkładać pewne sprawy na bok? No chyba już za późno... W związku z tym zaczynam myśleć o weekendzie, może - w przeciwieństwie do majówki - będzie w końcu pogoda... a sądząc po dzisiejszym pięknym słońcu jest taka szansa :-) dlatego pora na sałatkę... z grilla...


SKŁADNIKI

1 średnia cukinia

1 duża cebula

½ zielonej papryki

2 pomidory

2 łyżki oliwy z oliwek

1 łyżka octu jabłkowego

1 łyżeczka ziół prowansalskich

sól, pieprz





Cukinię i cebulę kroimy w plastry grubości ok. 0,5 cm, a następnie układamy na ruszcie grilla i krótko opiekamy – warzywa powinny pozostać lekko chrupiące. Następnie plastry kroimy na połówki. Pomidory kroimy w cząstki, paprykę w grubą kostkę. Oliwę, ocet i przyprawy łączymy razem. Warzywa wkładamy do salaterki, dodajemy przygotowany sos, delikatnie mieszamy i odstawiamy, aż sałatka dokładnie wystygnie. 



poniedziałek, 5 maja 2014

Drożdżówki z rabarbarem (bez jajek i cukru)




Bez cukru to tak naprawdę jest tylko ciasto, rabarbarowe nadzienie bez cukru  raczej się nie obędzie ;-) Ale bułki są fantastyczne! Przepis na nie podpowiedziała mi pewna pani, która przychodzi do mnie ze swoim dzieckiem na terapię. Robi z niego rogaliki, a ja wykorzystałam ciasto do przygotowania właśnie tych bułek. Wcześniej eksperymentowałam z kremem czekoladowym i zachwyciło mnie. Nie mogłam więc nie podzielić się z Wami. Brak cukru w niczym nie przeszkadza, bułki smakują idealnie, wspaniale rosną, a przy tym długo zachowują świeżość :-) 
A co poza bułkami? praca... mnóstwo pracy... właśnie siedzę przed stosem opracowań, które powinnam przyswoić na wczoraj... no to będzie na jutro ;-)
A Was zostawiam jednak z przepisem :-)


SKŁADNIKI

Na ciasto:

4 szklanki mąki pszennej

125 g masła

1 szklanka mleka

50 g drożdży


Na nadzienie:

0,5 kg rabarbaru

7 łyżek cukru (jeśli wolicie możecie dodać więcej)

1 łyża cukru z wanilią

1 budyń waniliowy bez cukru (proszek, nie gotowany)

mielony kardamon


Na lukier:

2 łyżki cukru pudru

1 łyżka mleka




Drożdże kruszymy i rozrabiamy z mlekiem. Mąkę wsypujemy do miski, dodajemy masło pokrojone w drobniejsze kawałki i rozcieramy razem, aż powstaną drobniutkie grudki. Dolewamy drożdże i zagniatamy ciasto - powinno być elastyczne i z łatwością odchodzić od dłoni. Zawijamy je w folię spożywczą i wkładamy do miski z zimną wodą. Zostawiamy aż ciasto wypłynie na powierzchnię (trwa to 30 - 40 minut). Następnie wyjmujemy je z folii i dzielimy na 10 równych kawałków i formujemy z nich kulki.
Rabarbar obieramy, kroimy w kostkę i mieszamy z pozostałymi składnikami. Nadzienie przygotowujemy bezpośrednio przed nałożeniem do bułek, w przeciwnym razie puści zbyt dużo soku.
Kulki ciasta lekko spłaszczamy i w każdej robimy głęboki dołek, do którego wkładamy rabarbarowe nadzienie. Układamy bułki na blasze (ja układam blisko siebie, żeby później odrywać je jedną od drugiej). Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy przez 30 minut (Uwaga: podczas pieczenia z nadzienia może wypływać sok). 
Cukier dokładnie mieszamy z mlekiem i mieszanką smarujemy upieczone, jeszcze gorące bułki. 
Przepyszne!!!