czwartek, 30 stycznia 2014

Tortilla



Bardzo nie lubię dni, które w wyniku splotu niespodziewanych okoliczności, zaczynają wyglądać zupełnie inaczej niż to miałam zaplanowane... dzisiejszy bez wątpienia do takich należy :-( szukam sobie więc zastępczych zajęć, ale podejmuję je najwyraźniej zbyt energicznie,bo zdecydowanie za szybko je doprowadzam do końca... a to co i tak muszę zrobić, będę z przyczyn niezależnych od siebie robić w nocy :-( bez sensu to wszystko :-( idę poszukać sobie kolejnego działania "na chwilę"... :-( a dla Was przepis :-)


SKŁADNIKI

1,5 szklanki mąki pszennej

3/4 szklanki ciepłej wody

2 łyżki oleju

1/2 łyżeczki soli


Z podanych składników zagniatamy ciasto i wyrabiamy je przez chwilę, aż będzie gładkie, jednolite i elastyczne. Dzielimy je na 6 - 8 kulek (muszą być kształtne jeśli zależy Wam na równych plackach) i każdą bardzo cienko rozwałkowujemy. Następnie każdy placek (po kolei każdy z osobna) wkładamy na silnie rozgrzaną patelnię, a gdy na powierzchni zaczynają się pojawiać pęcherze przekładamy na drugą stronę. To trwa naprawdę krótko. Podajemy z dowolnym, preferowanym przez Was nadzieniem.
Naleśniki w każdej postaci

środa, 29 stycznia 2014

Pizza z serowym brzegiem



Często robicie domową pizzę? Ja tak, nawet bardzo często :-) bo szybko, bo wszystkim smakuje i robiąc jedno danie, każdy ma to co lubi, tzn. z czym lubi :-) Często też sobie urozmaicam ciasto, nie tylko dodatki, dlatego w dzisiejszym przepisie skupiam się na cieście :-) ufam, że wierzch zrobicie sobie według własnych upodobań :-)
A po wczorajszym dniu śladu nie ma :-) a nie mówiłam? :-)


SKŁADNIKI

Na ciasto:

3 szklanki mąki pszennej

1 szklanka ciepłej wody

25 g drożdży

3 łyżki oleju (tu: rzepakowy z czosnkiem i bazylią)

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka suszonego majeranku

1 łyżeczka granulowanego czosnku

200 g mozzarelli w małych kulkach


dodatkowo: 2 - 3 łyżki pasty pomidorowej lub keczupu, 200 g tartej mozzarelli, dowolne dodatki




Drożdże rozpuszczamy w wodzie. Mąkę, sól, majeranek i czosnek wsypujemy do miski i dokładnie mieszamy. Dolewamy rozrobione drożdże i olej. Zagniatamy ciasto i wyrabiamy przez chwilę (powiedzmy 5 minut). Bezpośrednio po tym rozciągamy ciasto na blasze do pizzy. Najważniejsze teraz jest to, by zostawić brzeg wystający poza blachę - ok. 3 cm. Małe kulki kroimy na połowy i układamy je dookoła na cieście (pamiętajcie, że brzeg poza blachą cały czas zostaje). Przykrywamy je pozostawionym brzegiem i mocno go dociskamy do spodu (czym mocniej dociśniemy brzeg, tym mniejsze ryzyko, że ser wypłynie w trakcie pieczenia). Teraz wystarczy, że spód posmarujecie pastą lub keczupem, posypiecie częścią sera i ułożycie dowolne dodatki, na wierzch oczywiście ser, a potem wstawiamy na 15 - 20 minut (w zależności od dodatków) do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.




wtorek, 28 stycznia 2014

Dwukolorowe ciasto drożdżowe



Często miewacie dni, że wszyscy w koło Was denerwują? Ja właśnie dziś taki mam... a najbardziej jestem wkurzona na samą siebie, na własną głupotę!!! Innym obrywa się prawem serii... Człowiek stary, a głupi! Gdybym miała ze dwadzieścia lat mniej niż mam, to chyba znalazłabym dla siebie wyrozumiałość (patrząc oczywiście z perspektywy obecnego wieku), ale w obecnych okolicznościach nie potrafię... staram się, ale nic z tego... Czy można zmądrzeć przez jedną noc? No jakby nie było, to dzięki Bogu, nadal mam też dobre pomysły ;-) poniższy zaistniał pod hasłem: "jeśli zaraz się czymś nie zajmę to zwyczajnie zwariuję!" Tak więc w trosce o własny stan emocjonalny zajęłam się tym...   


SKŁADNIKI

4,5 szklanki mąki pszennej

1 opakowanie drożdży instant

2 jajka 

2 łyżki miodu

75 g masła

1,5 szklanki mleka

1 łyżka kakao

1 łyżka cukru z wanilią




Mąkę, drożdże i masło (zimne w małych kawałkach) dzielimy na połowy i umieszczamy w dwóch miskach; rozcieramy aż masło całkowicie połączy się z mąką (tak jak przy cieście kruchym). Do jednej miski dosypujemy cukier z wanilią, a do drugiej kakao - mieszamy składniki w każdej misce osobno. Następnie do każdej dodajemy po jednym jajku, po jednej łyżce miodu i mleko (podzielone na połowę). Zagniatamy ciasto - w jednej misce białe, w drugiej ciemne. Wyjmujemy oba ciasta na stolnicę i z każdego robimy po dwa wałki o długości foremki, w której będziecie piekli ciasto (u mnie keksówka 28 cm). 




Następnie układamy obok siebie wałek jasny i ciemny, a na nich kolejne dwa w odwrotnej kolejności (szachownica) i skręcamy całość spiralnie. Wkładamy do foremki. Pieczemy przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 80 stopni, a następnie zwiększamy temperaturę do 200 stopni i pieczemy 40 minut. 

P.S.
Ciasto wyszło fantastyczne, próbowane było gdy jeszcze nie wystygło ;-) a z resztą zamierzam sobie poradzić w najbliższej przyszłości...






niedziela, 26 stycznia 2014

Tiramisu (bez jajek)



Tak sobie myślę, że czasem na nieznajomych można liczyć bardziej niż na bliskich...  zupełnie przypadkiem - mniej lub bardziej świadomie - są w stanie bardzo pozytywnie oddziaływać.... i naprawdę nie trzeba wiele... Więc chociaż widok za oknami podpowiada całkiem inny wybór deseru, to ja pokieruję się moim dzisiejszym nastrojem :-)  
Tiramisu - pomijając całą etymologię - jest tym co zawsze dobrze na mnie wpływa: delikatny puszysty krem owiany zapachem kawy i amaretto... uwielbiam ten zapach! Polecam i Wam :-)  


SKŁADNIKI

250 g mascarpone

200 ml śmietanki 30 %

4 łyżki cukru pudru

75 ml mocnej kawy

50 ml likieru amaretto

100 g podłużnych biszkoptów


Śmietankę ubijamy z cukrem na sztywno. Następnie dodajemy po jednej łyżce mascarpone (każdą następną dodajemy dopiero wtedy, gdy poprzednia jest już zmiksowana ze śmietaną). Kawę (zimną) mieszamy z likierem, czekoladę ścieramy na drobnej tarce. Biszkopty zamaczamy w kawie (róbcie to bardzo szybko, w przeciwnym razie rozpadną się) i układamy na dnie pucharków, szklanek lub jednego większego naczynia, wykładamy warstwę kremu i posypujemy czekoladą. Ponownie układamy zamoczone biszkopty, krem i czekoladę. Wkładamy na kilka godzin do lodówki. Mmm...




P.S.
Wersja bez jajek jest o tyle bezpieczna, że możecie ja podać dzieciom, wtedy użyjcie kawy bezkofeinowej lub zbożowej, a zamiast likieru dodajcie kilka kropli aromatu migdałowego. Ja dla mojej córci przygotowuję deser używając zamiast kawy soku malinowego lub truskawkowego :-)
Z tej ilości wyjdą 4 porcje deseru.
Kawa... i co i dalej?

sobota, 25 stycznia 2014

Kruche ciasteczka maślane




Nie lubię takich dni jak dzisiejszy :-( niby dzieje się dużo, a tak naprawdę nie dziej się nic :-( pusty i bezproduktywny... poza tym dość mam sobotnich wieczorów, które spędzam sama! z resztą... ostatnio mój mąż każdy wieczór spędza w pracy :-( i noc...
Ale ciastka z babcinego przepisu mi się udały :-)


SKŁADNIKI

Na ciastka:

2 szklanki mąki pszennej

1 szklanka mąki ziemniaczanej

1 szklanka cukru pudru

200 g masła

2 jajka

2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią

2 łyżeczki proszku do pieczenia


dodatkowo: 1 jajko i cukier




Wszystkie sucze składniki mieszamy razem, a następnie rozcieramy z masłem (wcześniej możecie je zetrzeć na tarce o dużych oczkach, wtedy łatwiej się rozetrze). Dodajemy jajka i szybko zagniatamy ciasto. Dzielimy na 3 - 4 kulki i każda rozwałkowujemy na grubość ok. 0,5 cm, a następnie wycinamy ciastka i układamy je na papierze do pieczenia. Jajko roztrzepujemy, smarujemy nim każde ciastko i posypujemy cukrem. Pieczemy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (termoobieg).



piątek, 24 stycznia 2014

Gorąca czekolada z chili i...



Dziś praca w terenie - poza poradnią. Jechałam sobie tak przez te wsie i lasy urzeczona malowniczą śnieżną scenerią i doszłam do wniosku, że się zakochałam... w zimowym krajobrazie :-) Zima poza miastem jest niesamowita, kto ją tam widział chociaż raz, ten wie o czym mówię... jednak biorąc pod uwagę większość dróg dojazdowych prowadzących do tych cudności, stwierdzam, że to miłość nieodwzajemniona... 
A w telewizji właśnie mówią, że będzie zimniej, mroźniej... dlatego mam dla Was coś na rozgrzewkę :-) Gorącą czekoladę proponowałam Wam już kiedyś w innych wersjach: z alkoholem (KLIK) i bez (KLIK), ale dzisiejsza wersja jest wyjątkowa... Idealnie sprawdza się podczas zimowych wojaży więc jeśli planujecie w najbliższym czasie kulig nie zapomnijcie jej wlać do termosu ;-) fantastycznie rozgrzewa...  




SKŁADNIKI

300 ml mleka

150 ml śmietanki 30 %

100 g czekolady mlecznej

100 g czekolady gorzkiej

1/4 łyżeczki chili

90 ml spirytusu




Mleko i śmietankę doprowadzamy do wrzenia i zmniejszamy ogień palnika. Dodajemy połamana czekoladę i czekamy aż się rozpuści (od czasu do czasu mieszamy), a następnie gotujemy jeszcze przez 5 minut - w tym czasie napój powinien zgęstnieć. Zestawiamy z ognia, dodajemy chili i spirytus, dokładnie mieszamy i odstawiamy pod przykryciem na 2 -3 minuty. Rozlewamy do kubków - a ilość starczy na trzy średniej wielkości :-)





środa, 22 stycznia 2014

Zupa pieczarkowa z kurczakiem



Tak sobie siedzę i myślę o kończącym się dniu i... sensu jakoś w tym wszystkim nie widzę... Od rana coś się dzieje, godzina za godziną mija wypełniona po brzegi różnymi wydarzeniami, kartkę w kalendarzu z dzisiejszą datą zapisałam tyloma notatkami, że najzwyczajniej w świecie ją wysztywniło... i gdy wreszcie po całym dniu siedzę i mogłabym opowiadać o tym wszystkim, to okazuje się, że nie ma komu... :-( w domu cisza, spokój... wyszukałam sobie po raz kolejny moją playlistę z napisem "refleksyjne" - wytknę sobie błędy sama...

A przepis, który Wam dziś proponuję jest idealny na takie zimne i - w końcu - zaśnieżone dni :-) Gęsta i gorąca zupa... ma ktoś ochotę?


SKŁADNIKI

350 g pieczarek

1 pojedynczy filet z kurczaka

4 łyżki masła klarowanego

dowolny wywar lub bulion

sól, pieprz

mąka


Pieczarki myjemy i kroimy w plasterki. Fileta myjemy, usuwamy z niego wszystko to, co nam się nie podoba ;-) i kroimy w cienkie paski lub w kostkę, a następnie bardzo dokładnie obtaczamy w mące (dzięki temu nie będziecie musieli dodatkowo zagęszczać zupy). W garnku,w którym będziemy gotować zupę, rozpuszczamy dwie łyżki masła i wrzucamy pieczarki. Smażymy przez chwilę od czasu do czasu mieszając. Pozostałe masło rozpuszczamy na patelni i obsmażamy kawałki kurczaka, a następnie dodajemy je do pieczarek. Całość zalewamy wywarem (i prawdę mówiąc nigdy nie sprawdziłam ile to jest :-( zwykle wlewam tyle by było go ok. 2 cm nad powierzchnię mięsa i pieczarek), całość gotujemy na małym ogniu do miękkości mięsa. Doprawiamy solą i pieprzem.

wtorek, 21 stycznia 2014

Rogaliki bananowe z cynamonem




Ostatnio ktoś próbuje mnie przekonać do upieczenia rogali, które w moich schematach poznawczych ukryte są pod hasłem "klasyka"... i może bym nawet przekonać się dała gdyby moja natura nie była aż tak przekorna ;-) chociaż z drugiej strony...   ...   ...
A tak całkiem na marginesie, myślę sobie, że czasem to właśnie osoby obce - mniej lub bardziej świadomie - stają się inspiracją, bodźcem do pewnych działań, które czasem podejmujemy zupełnie niespodziewanie... które zupełnie niespodziewanie cieszą... które z niemożliwych stają się po prostu naszymi... hm...
Nie, nie będzie dziś refleksji. Nie będzie też klasyki. Za to będzie moja fantazja ;-) Niesamowicie pachnące i szybko znikające rogaliki na bazie bananów :-)
Pycha!


SKŁADNIKI

Na ciasto:

4 szklanki mąki pszennej

3 małe banany

1 szklanka jogurtu naturalnego

1 łyżka ekstraktu waniliowego

1 łyżeczka proszku do pieczenia


Dodatkowo:

2 łyżki cukru

2 łyżeczki cynamonu

1 łyżka masła


Banany bardzo dokładnie rozgniatamy widelcem i wraz z pozostałymi składnikami wkładamy do dużej miski - zagniatamy ciasto. Będzie raczej luźnej konsystencji, przypomina trochę ciasto na pierogi. Dzielimy je na cztery równe części i formujemy z nich kule.
Cukier mieszamy z cynamonem. Masło rozpuszczamy.




Jedną kulę ciasta kładziemy na stolnicy obficie posypanej mąką i rozwałkowujemy do wielkości dużego talerza. Cały placek posypujemy mieszanką cukru i cynamonu, dzielimy na sześć części (tak jak pizzę), a następnie z każdego kawałka zwijamy rogalik. To samo robimy z pozostałymi kulkami ciasta. Gotowe rogaliki układamy na papierze do pieczenia, smarujemy roztopionym masłem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20 minut.







poniedziałek, 20 stycznia 2014

Ciastka - czekoladki (bez pieczenia)



Czy pamiętacie program "Śmiechu warte"? Ja ostatnio zupełnie przypadkiem trafiłam w sieci na jakiś archiwalny odcinek i nie pisze o tym ze względu na zaprezentowane tam gagi, ale z uwagi na słowa piosenki rozpoczynającej program (a tego pewnie nikt nie pamięta... ) "Życie sumą jest przypadków ze skłonnością do upadków i szukaniem swego szczęścia w pechu..." I ja właśnie za taką dość pechową sytuację uważam aktualną pogodę i sytuację na drogach jaka z niej wynika :-( w pracy spędziłam niecałe dziewięć godzin, droga tam i z powrotem zajęła mi prawie trzy... Kolega w pracy - też psycholog! - zaproponował mi odszukanie pozytywów w tym wszystkim... jako przykład wysunął fakt, że zima i tak opóźniła się o dwa miesiące i właściwie to już z samego tego powinnam się cieszyć... tylko jak tu się cieszyć, skoro w jednej sekundzie wyrosła przede mną świadomość, że pewnie przez najbliższe dwa się od niej nie uwolnię :-( ale cóż, skoro ma być pozytywnie, to niech będzie... i tak:

1. Z roku na rok moje umiejętności jazdy w warunkach ekstremalnych zdecydowanie się poprawiają :-) 
2. Stres jakiego przysparza mi jazda w takich warunkach ostatecznie odbija się z korzyścią na mojej sylwetce :-) 
3. Mam jedyną i niepowtarzalną szansę utwierdzić się w przekonaniu, że  popołudniowe programy radiowe są w znakomitej większości irytujące i kierowane nie wiadomo do kogo...
4. Mogę się rozpływać w uroku ośnieżonych bądź oblodzonych pól i lasów, które o świcie wyglądają  nader pięknie... 

I w zasadzie to mogłabym jeszcze powyliczać, tylko po co... skoro i tak pierwsze miejsce zajmuje bezsilność wobec aury i niektórych kierowców, którzy w takich warunkach zdają się zapominać, że na drodze nie są sami...




Póki co, szyję z córką ubranka dla lalek i poprawiam nastrój słodyczami ;-) te dzisiejsze możecie zrobić jak wam się podoba - ja zwykle robię z tego co mam pod ręką i zawsze są dobre :-) nie wiem czy bardziej to ciastka czy czekoladki, w każdym razie równie dobrze sprawdzają się z mlekiem lub jogurtem zastępując płatki śniadaniowe czy granolę :-)  


SKŁADNIKI

150 g czekolady (wszystko jedno jakiej, wybierzcie tę, która najbardziej lubicie)

1 szklanka płatków owsianych 

orzechy i rodzynki (po 4 łyżki)


Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i lekko studzimy. Orzechy siekamy, rodzynki zostawiamy w całości, chyba że są bardzo duże - wtedy też możecie je pokroić. Do letniej czekolady dodajemy płatki i bakalie, dokładnie mieszamy i układamy łyżeczką niewielkie porcje. Zostawiamy do zastygnięcia.




Przykłady innych połączeń:
1. płatki + biała czekolada + posiekane migdały + skórka pomarańczowa
2. płatki + biała czekolada + wiórka kokosowe
3. płatki + gorzka czekolada + suszone śliwki
4. płatki + mleczna czekolada + suszone figi
5. płatki + biała czekolada + chipsy bananowe
itd... itp...

niedziela, 19 stycznia 2014

Sernik cappuccino




Od najmłodszych lat uczono mnie, że rok to 12 miesięcy... Po dwóch dniach szkolenia okazało się,  że coś co ma w nagłówku słowo "roczny" dotyczy 7 miesięcy, a w praktyce miesięcy 5... Jak widać wszystko można zmodyfikować w zależności od potrzeb... nawet to, co od wieków niepodważalne... ;-)

Dzisiejszy przepis powstał z inspiracji akcją jaką zorganizowała Aleksandra. Przepis mnie po prostu zachwycił! Podobnie jak gotowe ciasto :-) Delikatne, puszyste... Istotą akcji było wprowadzenie własnej modyfikacji do przepisu bazowego (KLIK). Dodałam kawę (bezkofeinową, żeby bez wyrzutów zaserwować deser dziecku ;-) ) i oto co wyszło...


SKŁADNIKI

Na spód:

170 g ciastek (ja dałam "Łakotki" owsiane)

60 g masła

1 płaska łyżka kawy rozpuszczalnej


Na masę serową:

0,5 kg sera białego trzykrotnie mielonego (dałam gotowy z wiaderka)

0,5 kg sera mascarpone

4 jajka

1 żółtko

1 szklanka cukru pudru

1 budyń waniliowy (na 0,5 l mleka)

1 czubata łyżka kawy rozpuszczalnej


dodatkowo: 1 łyżeczka kawy cappuccino i 0,5 łyżeczki kakao


Ciastka kruszymy i mieszamy z kawą (sama kawa, bez wody). Masło rozpuszczamy, łączymy z ciastkami i kawą. Powstałą masą wyklejamy dno tortownicy (23 cm), dociskamy i pieczemy przez 10 minut w temperaturze 180 stopni (termoobieg).




Wszystkie składniki masy (OPRÓCZ KAWY!) wkładamy do miski miksera i miksujemy przez chwilę, wystarczy żeby składniki się połączyły. Następnie dzielimy masę na dwie części, jedną odstawiamy, a do drugiej dosypujemy kawę - mieszamy do uzyskania jednolitego koloru masy. 
Na podpieczony spód wykładamy masę kawową, a na nią białą masę, wygładzamy wierzch.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, a na dno wstawiamy naczynie z wodą. Wstawiamy sernik i pieczemy przez 10 minut (na tym etapie piekłam w termoobiegu). Następnie zmniejszamy temperaturę do 150 - 160 stopni, tortownicę przykrywamy od góry folią aluminiową i pieczemy zgodnie z przepisem oryginalnym 60 minut, zgodnie z moim 90 (musicie sobie to sprawdzić po godzinie ponieważ każdy piekarnik piecze inaczej, dużo też zależy od sera twarogowego jakiego używacie; mój sernik po godzinie był zdecydowanie za rzadki, dlatego zostawiłam go w piekarniku dłużej - piekłam w 150 stopniach). Upieczone ciasto zostawiamy w uchylonym piekarniku do wystygnięcia, następnie wstawiamy na całą noc do lodówki. 
Cappuccino mieszamy z kakao. Przed podaniem posypujemy ciasto mieszanką.  
Boski...
Wspólne pieczenia sernika z mascarpone

czwartek, 16 stycznia 2014

Zapiekanka z kurczaka na szpinakowym spodzie




Dzień spędziłam na szkoleniu, z którego wyniosłam głównie refleksje krążące wokół pytania: Dlaczego ktoś bierze się za mówienie do innych o rzeczach ważnych, skoro nie potrafi tego przekazać jak należy? Pani prowadząca okazała się być wampirem energetycznym z nikłymi umiejętnościami oratorskimi :-( Jeszcze próbuję odzyskać choćby cień jakiegokolwiek entuzjazmu i - doprawdy - nie jestem w stanie... zwłaszcza, że mam świadomość, że jutro czeka mnie to samo...
A co mam dla Was? A łatwą i szybką zapiekankę :-) Pyszna, pachnąca, z pewnością urzeknie Waszych domowników...


SKŁADNIKI

Na ciasto:

1,5 szklanki mąki pszennej

0,5 kostki margaryny

0,5 szklanki zmiksowanego szpinaku (mój był z mrożonki)

0,5 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka soli


Na sos:

2 jajka

100 ml śmietanki 30 %

1,5 łyżki musztardy (raczej ostrej)

2 ząbki czosnku

2 łyżki startego sera żółtego (najlepiej na dużych oczkach)


dodatkowo: 1 pojedynczy filet z kurczaka, sól, pieprz, 2 łyżki oleju (możecie też użyć gotowanego mięsa)
ewentualnie ser do posypania




Szpinak rozmrażamy i odsączamy na sitku - w tej postaci mamy go uzyskać właśnie owe pół szklanki. Mąkę, sól i proszek mieszamy razem, a następnie rozcieramy z margaryną. Dodajemy szpinak i zagniatamy ciasto.
Jajka, śmietankę i musztardę miksujemy razem. Czosnek przeciskamy przez praskę i dodajemy wraz z serem do sosu - mieszamy.
Fileta myjemy, kroimy w kostkę, doprawiamy solą i pieprzem, a następnie smażymy na silnie rozgrzanym oleju. Gotowe mięso odsączamy na ręczniku papierowym (nie musicie go studzić, najważniejsze, żeby usunąć nadmiar oleju).
Formę do tarty smarujemy margaryną i posypujemy bułką tartą, a następnie wykładamy ciastem - dno i boki. Układamy kawałki mięsa i zalewamy przygotowanym sosem. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy przez 25 minut (termoobieg + dolna grzałka). Gotową zapiekankę możecie posypać startym serem. 




P.S.
Jeśli wykorzystujecie do zapiekanki gotowane mięso, to po prostu pokrójcie je w kostkę, rozłóżcie na cieście i równomiernie posypcie solą i pieprzem. Potem pozostaje już tylko zalać sosem.



środa, 15 stycznia 2014

Sałatka ziemniaczana z selerem



Dostrzegam u siebie niepokojące objawy - wyszłam z pracy 40 minut po czasie... i w samym tym fakcie nie ma nic dziwnego, nieraz tak już robiłam, ale dziś zwyczajnie w świecie nie zauważyłam, że wszyscy inni już poszli... Pani sprzątaczka zajrzała nieśmiało do mojego pokoju: "A pani, do której dziś zostaje?" podniosłam wzrok znad tzw. literatury merytorycznej i ze zdumieniem stwierdziłam, że tak w zasadzie to powinnam już dojeżdżać do domu...
Dlatego dziś przepis na prostą sałatkę, która z powodzeniem może wcielić się w szybki posiłek w pracy. Tam też uwieczniłam ją telefonem ;-)


SKŁADNIKI

5 ziemniaków

1 średniej wielkości seler 

1 jabłko

3 jajka 

3 łyżki majonezu

sól, pieprz


Ziemniaki i selera obieramy, wkładamy do garnka (razem) i zalewamy wrzącą, lekko posoloną wodą - gotujemy do miękkości, a następnie studzimy. Jajka gotujemy na twardo i również studzimy. Jabłko obieramy. Ziemniaki i jajka kroimy w ćwierćplasterki, selera i jabłko w drobna kostkę. Wszystkie składniki mieszamy z majonezem, doprawiamy solą i pieprzem. I gotowe :-) a najlepiej smakuje po lekkim schłodzeniu.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Grzane piwo z żółtkiem



Jak ja nie cierpię zimy!!! Wiem, że to już wiecie, ale cóż... ta niechęć wraca do mnie jak bumerang każdego roku, zwłaszcza gdy przemierzam te moje kilometry... gdy zeskrobuję rano lód z szyb... i w ogóle... właśnie zaczynam się martwić jutrzejszym porankiem w myśl zasady,  że lepiej się martwić i być mile zaskoczonym, niż wpadać w entuzjazm i się rozczarować... :-) więc ja się tu jeszcze trochę pomartwię, a dla Was na rozgrzewkę mam piwo... w rewelacyjnej wersji, chociaż muszę się Wam przyznać, że wiele tego piwa upłynęło zanim udało mi się wypracować właściwy sposób przyrządzenia go :-) za to teraz mogę polecić bez obaw :-) Słyszałam, że podobno kogel - mogel z dodatkiem alkoholu wpływa wspomagająco przy leczeniu gardła ;-) To kto się będzie leczył? :-)


SKŁADNIKI

1 żółtko

2 łyżki cukru

250 ml piwa

ewentualnie szczypta dowolnej przyprawy, np.: mielony imbir, cynamon, goździki, kardamon lub mieszanka przypraw.


Do garnka z grubym dnem wbijamy żółtko i dodajemy cukier i ewentualne przyprawy - ucieramy puszysty kogel - mogel (nie wiem czemu, ale najlepszy wychodzi wtedy, gdy jest ucierany drewnianą łyżką), a następnie stawiamy go na bardzo małym płomieniu i dalej ucieramy do całkowitego rozpuszczenia cukru (masa może stać się nieco rzadsza, ale nie stanowi to problemu, natomiast Boże broń żeby się przypaliła - tragedia!). Zestawiamy garnek z ognia i odlewamy połowę piwa, mieszamy energicznie, by dokładnie połączyć alkohol z żółtkiem, a następnie dolewamy resztę piwa i znów mieszamy. Stawiamy ponownie na małym płomieniu i pozostawiamy tam na chwilę ciągle mieszając. Powinno to trwać ok. 2 minut, ale w tym czasie piana nie powinna opaść, a piwo nie powinno się zagotować - to zdecydowanie popsuje smak :-( Pamiętajcie też, że to nie ma być piwo gotowane, ale podgrzane... i nigdy nie wlewajcie ciepłego piwa do zimnych jajek, bo zwyczajnie wyjdą kluski ;-)
Gotowy napój przelewamy do grubej szklanki.

P.S.
Możecie użyć też dowolnego piwa smakowego, polecam imbirowe ;-)
  

niedziela, 12 stycznia 2014

Golonka gotowana




Dziś znów pokłon w stronę klasyki - golonka w wersji "lżejszej", bo gotowana w wodzie. W naszym domu zdeklarowanym fanem tego typu dań jest zdecydowanie mój mąż, ja zasiadam do nich przy okazji ;-) ale jak nie zasiąść, skoro to takie dobre! Główna wada to to, że dość długo się tę golonkę robi, choć właściwie robi się ona sama... :-) więc do dzieła Kochani!


SKŁADNIKI

1 golonka (ta na dziś ważyła 1,3 kg)

2 czubate łyżki soli

1 łyżeczka cukru

2 duże marchewki

1 duża pietruszka

kawałek selera

1 średnia cebula

3 listki laurowe

4 ziarna ziela angielskiego

4 jagody jałowca

1/2 łyżeczki ziaren czarnego pieprzu




Golonkę myjemy, osuszamy, nacieramy solą i cukrem, a następnie okręcamy folią spożywczą i wkładamy na całą noc do lodówki (ok. 10 - 12 godzin). Po tym czasie wkładamy mięso do garnka, dodajemy obrane warzywa i przyprawy, zalewamy wodą (tak, by zakryła całą golonkę) i zagotowujemy. Następnie zmniejszamy płomień i gotujemy całość 3 - 3,5 godziny (tj. do chwili, aż mięso będzie miękkie; oczywiście większe trzeba gotować dłużej, a mniejsze są gotowe chwilę wcześniej). Ugotowaną golonkę wkładamy do naczynia żaroodpornego (możecie teraz naciąć górną skórkę) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (termoobieg + górna grzałka) na 10 - 15 minut (w zależności od tego jak bardzo chcecie ją przypiec od góry). I gotowe :-)

UWAGA: Nie sólcie wody, w której gotujecie golonkę; mięso jest wystarczająco nasolone ponieważ leżało w soli całą noc i nie jest ona spłukiwana przed gotowaniem.

Przepis na ziemniaki jest tutaj (KLIK)



sobota, 11 stycznia 2014

Bułki jogurtowe z czekoladą



Znacie to uczucie, kiedy w domu zapada cisza, a Wy zostajecie sami tylko ze swoimi myślami? Ja mam bardzo często... prawie codziennie... i to jest właśnie ten moment, kiedy wymyślam sobie różne rzeczy do gotowania, pieczenia (jeszcze lepszym ku temu momentem jest też samotna jazda samochodem, a to też mi pochłania trochę czasu...), analizuję sobie różne sytuacje, wydarzenia, czytam, piszę... i gdy tak poddaję się tej ciszy zaczynam dochodzić do wniosku, że mnie ona męczy... tak po prostu ;-) uzależnienie od ludzi i gadulstwa jest w moim przypadku ogromne :-) i to własnie to, jest tym z czego czerpie siłę - bycie z ludźmi, jakkolwiek można to rozumieć :-) więc wychodzę sobie do Was w częstuję moim dzisiejszym pomysłem :-) bułki są pyszne, a do tego nie wymagają wyrastania - robi się jej błyskawicznie!


SKŁADNIKI

500 g mąki pszennej

1,5 szklanki jogurtu naturalnego (1 duże opakowanie 370 g)

50 g masła

30 g drożdży

2 żółtka

2 łyżki miodu

1/2 łyżeczki soli

100 g czekolady


Lukier: 1 białko, 1 szklanka cukru pudru




Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy sól, masło (miękkie w małych kawałkach) i rozcieramy razem. Żółtka mieszamy z miodem, drożdże rozpuszczamy w zimnym jogurcie - wszystko dodajemy do mąki i zagniatamy ciasto do momentu, aż samo odkleja się od dłoni (trwa to ok. 10 minut). Czekoladę kroimy w drobne kawałki. Ciasto dzielimy na 10 kulek, układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i w każdej robimy głęboki dołek jednocześnie spłaszczając ją. Następnie w dołku umieszczamy kawałki czekolady i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 25 minut (dla pewności sprawdźcie pod koniec pieczenia patyczkiem czy bułki na pewno się upiekły).
Białko ucieramy z cukrem i lukrujemy wystudzone bułki.



piątek, 10 stycznia 2014

Żeberka pieczone w ciemnym piwie



Od rana układałam sobie w głowie co ja tu dziś Wam napiszę, jakimi przemyśleniami się podzielę i w ogóle... I wiecie co? nie będę dziś przynudzać ;-) pierwszy raz od kilku dni uświadomiłam sobie skąd w ostatnim czasie bierze się mój dobry humor - i niech tak zostanie :-) Za to pomysł opisanych żeberek powstał podczas dzisiejszych zakupów :-)  


SKŁADNIKI

ok. 1,2 kg żeberek mięsnych

2 średnie cebule

4 goździki

6 ziaren ziela angielskiego

4 duże listki laurowe

sól, pieprz

600 ml ciemnego piwa


Żeberka myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym, posypujemy z obu stron solą i pieprzem, a następnie kroimy na kawałki z pojedynczymi kostkami. Układamy na suchej, bardzo silnie rozgrzanej patelni po czym szybko przekładamy na druga stronę - kawałki muszą się znajdować na patelni bardzo krótko, żeby tylko mięso ścięło się po wierzchu. Następnie przekładamy je do naczynia żaroodpornego. Cebule obieramy, kroimy na połowy i wbijamy w nie goździki i ziele. Układamy je w naczyniu obok mięsa, dodajemy listki i zalewamy piwem (powinno zakryć mięso). Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (termoobieg + dolna grzałka) i pieczemy pod przykryciem przez 80 minut.
Kruche, soczyste, fantastyczne... mmm... 

czwartek, 9 stycznia 2014

Makowiec z masą kawową



Od początku roku, w związku z moimi nowymi obowiązkami zawodowymi, jeżdżę do pracy na godzinę 8:00. Nie było by w tym nic dziwnego gdybym pracowała jakieś dwie ulice od domu, ale jak- mam nadzieję - pamiętacie ;-) pracuję "jedyne" 40 km dalej... Pracuję już na tyle długo, że ta odległość przestała już robić na mnie jakiekolwiek wrażenie, ale przestawienie się na wcześniejsze wstawanie robi już dużo większe ;-) Ale wstaję, jadę, a potem grzęznę w korku przy samym wjeździe na parking... Powód jest jeden - ten sam dla którego kilka lat temu zdecydowałam się zaczynać pracę od 9:00... Otóż rodzice uczniów z pobliskiej podstawówki zdają się zapominać o istnieniu innych ludzi i skutecznie blokują drogę dojazdową do parkingu... czasem mam wrażenie, że gdyby mogli, wwoziliby swoje dzieci wprost do szatni... pocieszeniem jest za to popołudnie - pusto, spokojnie, jakby człowiek nagle znalazł się w innej szerokości geograficznej... A gdy dojeżdżam do mojego blokowiska... cóż... czasem żałuję, że nie ma tu przypisanych miejsc parkingowych, zwłaszcza gdy idę obładowana  jak wielbłądzica zrobionymi po drodze zakupami... Potem jeszcze kilka typowych prac domowych, kilka palących problemów trzylatki wymagających natychmiastowego rozwiązania, szybki sen i znów korek przed parkingiem ;-) Ale jest pociecha - koleżanka z pracy stwierdziła, że mogłaby słuchać mojego głosu i sposobu w jaki mówię w nieskończoność... hmmm, jak widać nie tylko mężczyźni potrafią podsycać kobiecą próżność ;-) dobrze, że zawsze jest coś o czym mogę mówić...
A zatem dziś mowa o makowcu, jaki moja babcia robiła gdy byłam dzieckiem - łatwy, a przede wszystkim pyszny :-) i jak do tej pory zachwyca wszystkich, którzy go jedli :-) mój wkład w to ciasto, to tuning ponczu, resztę wyczytałam w starym, pożółkłym notatniku... 


SKŁADNIKI

Na biszkopt:

4 jajka

4 łyżki cukru

3 łyżki mąki pszennej

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia


Na masę kawową:

250 g masła

1 szklanka cukru pudru

1 żółtko

2 łyżki kawy (drobno zmielonej, ale nie rozpuszczalnej)


Na warstwę makową:

300 g suchego maku

150 g cukru kryształu

1 łyżeczka kakao

1 jajko

1 łyżka masła

aromat migdałowy


Na poncz:

3/4 szklanki przegotowanej zimnej wody

2 łyżki likieru amaretto (lub spirytusu i kilka kropel aromatu migdałowego)


dodatkowo: 2 gorzkie czekolady




Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę (na najwyższych obrotach miksera), a następnie dodajemy cukier - ubijamy jeszcze przez chwilę, żeby cukier się rozpuścił. Zmniejszamy obroty do najniższych i dodajemy stopniowo żółtka. Obie mąki i proszek mieszamy razem, a następnie przesiewamy i dosypujemy po jednej łyżce do masy jajecznej. Przekładamy całość do tortownicy (25 - 27 cm) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 40 minut. Jeśli używacie metalowej tortownicy wyłóżcie ją papierem do pieczenia.

Masło (nie powinno być zbyt twarde), żółtko i cukier miksujemy na puszystą masę, a następnie dodajemy kawę (zmielone ziarna, nie zaparzoną) i delikatnie mieszamy.

Mak zalewamy wrzątkiem i gotujemy przez 15 minut, a następnie przelewamy na sitko i zostawiamy do całkowitego odsączenia (ja zwykle zapominam o nim na ok. godzinę). Po tym czasie mieszamy mak z cukrem i mielimy w maszynce trzy razy, a następnie dodajemy kakao, jajko i aromat - mieszamy. Masło rozpuszczamy w garnku z grubym dnem, dodajemy mak i mieszamy aż wszystkie składniki dokładnie się połączą (cały czas trzymając garnek na zapalonym palniku).

Składniki ponczu mieszamy ze sobą. Czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej.

Wystudzony biszkopt nasączamy ponczem, smarujemy kremem, masą makową i polewamy czekoladą. Boskie...